Portal przedszkolak.pl - baza wiedzy dla nauczycieli i rodziców na temat wychowania dziecka w wieku przedszkolnym. Charakterystyka wieku przedszkolnego. Dzieci w wieku przedszkolnym, inteligencja dziecka , dziecko i jego potrzeby. Dla wielu par wspólne spanie jest potwierdzeniem bycia razem. Niektórzy jednak decydują się na osobne sypialnie. Spać razem czy osobno? Co jest lepsze dla związku? Nie ma uniwersalnego przepisu na udany związek. Tak jak ludzie różnią się między sobą cechami charakteru, osobowością, upodobaniami, tak i związki są różne. Nie potrzebuję przytulać się w nocy, preferuję osobne spanie tzn. z własną kołdrą i bez przytulania. Ważne jest jednak dla mnie spanie razem, w jednym łóżku. Ma to na mnie pozytywny wpływ, zasypiam bez problemu i wydaje mi się, że jestem bardziej zrelaksowana. Spanie z parterem jest dla mnie czymś naturalnym i oczywistym. Osobne spanie. Poza pozycjami, w których para oplata się mocno rękami, zdarzają się również pozycje, w których mężczyzna i kobieta śpią osobno. Nie oznacza to osobnych łóżek, lecz spania w pewnym oddaleniu od siebie. Oznacza to, że chociaż kochają się, szanują swoją potrzebę przestrzeni i prywatności. Dzieci od 3-7 lat – osobne spanie 70% stawki osobodnia Dzieci od 3-7 lat – wspólne spanie 40% stawki osobodnia. Dzieci od 7-12 lat – osobne spanie 80% stawki osobodnia Dzieci od 7-12 lat – wspólne spanie 60% stawki osobodnia *Sezon A pobyty tylko 7 dniowe * 1 doba w sezonie B,C,D - 310 zł za dobę za osobę . PAKIET REHABILITACYJNY Vay Tiền Online Chuyển Khoản Ngay. Wyjaśnijmy sobie jedno: jeśli wpisałaś to hasło w wyszukiwarkę, to znaczy że masz z tym problem. Bycie stroną kończącą związek nie jest miłe i przyjemne, ale możesz sobie to ułatwić – bo po co dłużej się męczyć? Czasem w związkach przychodzi taki moment, że już nie wiesz. Nie wiesz do czego to zmierza, czy to ma sens, czy nadal kochasz, czy tego chcesz od życia. Jeśli zaczynasz mieć jakiekolwiek wątpliwości, to znaczy że jak najszybciej powinnaś (powinieneś) zrobić odwrót. Pamiętaj – im dłużej z kimś jesteś, tym bardziej się przywiązujesz. A przywiązanie to nie jest miłość. To bycie dalej z tą osobą, bo… Przecież od zawsze z nią jesteś. Przywiązanie to nie miłość. Odpowiedz sobie na jedno podstawowe pytanie. Bez tego zabraniam Ci czytać dalej. Czy ważniejszą osobą dla Ciebie jesteś Ty, czy ktoś obcy? Jeśli ktoś obcy, otwórz okno i skocz – będziesz się męczyć krócej niż trwanie w związku bez przyszłości. Jeśli już wiesz, że przede wszystkim powinnaś dbać o własne szczęście, czytaj dalej. Wiesz również, że z tą osobą już nie jesteś szczęśliwa. Co teraz? 1. Spójrz na chłodno na swój związek Ja wiem, że według większości ludzi tzw. etap zauroczenia mija. Nie zgadzam się z tym. Kiedy kogoś kochasz i jesteś z tą osobą szczęśliwa, to motylki w brzuchu masz zawsze. Nawet kiedy widzisz ikonkę przychodzącej wiadomości. Przestałaś czuć szczęście? Budzisz się i chodzisz spać z myślą: japierdolęjutroznowutosamo? Chcesz takiej codzienności przez resztę swojego życia? 2. Twoje życie już do końca będzie wyglądało w ten sposób. Albo będzie gorzej. Ludzie się zmieniają. Zmieniają się też plany, oczekiwania, priorytety…. Zmieniasz się Ty i Twój partner. Nie razem. Każde z osobna. W pewnym momencie możesz stwierdzić, że idziecie w przeciwnych kierunkach. Ty chcesz coraz więcej i coraz lepiej, a ta druga osoba stoi w miejscu. Lub odwrotnie. Twój partner goni za życiem a Ty wolisz usiąść na tyłku w miejscu i zapuścić głębokie korzenie. Takie coś nie działa. Przeciwieństwa się nie przyciągają. 3. Zrobiłaś wszystko, żeby ratować ten związek. Związek, miłość, cierpliwość, wyrozumiałość… Nie kończą się z dnia na dzień. Twoje serce podjęło decyzję długo, długo przed tym, zanim uświadomi to sobie Twój mózg. Jeśli coś się psuje, to automatycznie próbujesz to naprawić. Ze związkiem jest tak samo. Co działa najlepiej? Wszystkie podręczniki mówią jasno: rozmowa. Ja Ci mówię: rozmowa nie działa. Działa zrozumienie partnera i jego potrzeb. Jeśli podjęłaś ten wysiłek, to albo wspólnie udało Wam się wypracować metodę reanimacji, albo wszystko się skończyło i teraz czytasz jak ułatwić sobie wyciągnięcie wtyczki. 4. Myśl o sobie. Nie bądź cieniasem i pomyśl też o człowieku, którego masz zamiar zostawić. Jesteś tchórzliwą cipą, jeśli planujesz: napisać smsa, wysłać posłańca, zostawić kartkę. Miej chociaż odrobinę godności i szacunku dla osoby, z którą kilka lat bawiłaś się w dom. W tym momencie liczy się szczerość i szybkie, gładkie cięcie. Nie wytykaj błędów, bo ta sytuacja jest też Twoją winą. Przypomnij sobie, co robiłaś w kierunku naprawy związku i to powiedz. Powiedz też, jak się z tym czujesz. Bo możesz brzmieć jak bezuczuciowy robot mówiąc: to koniec – doszłam do ściany a chcę iść dalej. Unikaj kontaktu fizycznego, bo i bez tego w tym momencie druga strona zacznie zaprzeczać i próbować cię zatrzymać. 5. Nie zmieniaj decyzji pod wpływem emocji. Sorry, ale jeśli męczysz się (załóżmy) rok, to łzy i głęboka rozpacz nie mogą mieć wpływu na Twoją decyzję. Ty też cierpisz i przeżywasz ten moment, ale bądź twarda – musisz mieć kontrolę nad sytuacją. W tej sytuacji bierz na klatę każdą obelgę i wypominanie tego, co Ty. Bo wiadomo, strona zrywająca to zawsze ta zła. Wyobraź sobie, jak Ty zareagowałabyś na takiego newsa. Nie daj sobą manipulować – on nie zrobi sobie krzywdy. Złość i wyrzuty są naturalną reakcją. Jesteś dorosła, więc zachowuj się poważnie i nie daj się wciągnąć w walkę na „bo Ty”. To głupie i niedojrzałe. 6. Zachowaj szczegóły dla siebie. Tak samo niedojrzałe jest opowiadanie szczegółów zrywania. To prywatna część nie tylko Twojego życia, więc nikt nie dał Ci prawa do mówienia o tym. Sposób w jaki mówisz o swoim byłym, bardzo wiele mówi o Tobie. Miej szacunek do Waszego wspólnego życia. Obrażając byłego partnera obrażasz też siebie. 7. Zerwij kontakt. Nie blokuj na Facebooku – zawsze mnie śmieszy fakt, że ludzie tak poważnie traktują świat wirtualny. Wystarczy, że usuniesz go ze znajomych. Po co Twój eks ma widzieć Twoje poczynania? Nie proponuj zostania przyjaciółmi – każdy wie, że to nie ma racji bytu. „Niedokończone sprawy” zakończ tak szybko, jak to tylko możliwe. Rozmawiaj przy tym uprzejmie i rzeczowo, ale bez emocjonalnych wstawek czy wspominania przeszłości. Jeśli druga strona bardzo przeżyła rozstanie, taki brak kontaktu pomoże jej odzyskać pion. To już nie jest Twoje życie, więc się nie wtrącaj. 8. Zaopiekuj się sobą. To Ty bezdusznie zerwałaś, ale też będziesz opłakiwać rozstanie. Jednorazowo wolno Ci przypomnieć sobie wszystkie miłe chwile, które trzymały Cię w tym związku, ale też pamiętaj o tych gorszych, które doprowadziły Cię do obecnej sytuacji. Daj sobie czas na wyrzucenie wszystkich negatywnych emocji, które długo w sobie tłumiłaś. Zakopanie się w pluszowy koc, przed TV, z pudełkiem lodów czekoladowych to krótkotrwała i zwodnicza terapia – roztyjesz się i dostaniesz depresji. Zamiast tego wyjdź z domu i rób to, czego nie robiłaś do tej pory ze względu na partnera. Wyjdź z domu i doświadczaj życia. Teraz masz okazję do stworzenia swojego świata na nowo. Poznaj nowych ludzi i doświadczaj nowych sytuacji – zapisz się na dowolny kurs i poznaj innych uczestników, pojedź sama do miejsca, które zawsze chciałaś zobaczyć, zadbaj o swój rozwój osobisty. Zrób porządek w swoim życiu, żeby móc cieszyć się każdą chwilą, kiedy Twoje serce znowu zabije mocniej. zdjęcie: 1 @konierino: Mordko, w marcu też zakończył się mój ponad 5-letni związek. Na początku ciężko to przeżywałem, ale już jest zajebiście i sam byłem zdziwiony, że tak szybko poszło. Czas naprawdę leczy rany i mega się cieszę, że tak szybko sobie poradziłem. Z rad które mogę Ci polecić: 1. Jeśli mieszkasz sam to przeprowadź się na jakiś czas do twojej rodziny / znajomych / kogokolwiek, żeby nie siedzieć samemu w 4 ścianach. 2. Zajmuj sobie czas ile tylko wlezie: siłka, basen, spotkania ze znajomymi - bylebyś o tym nie myślał. 3. Bądź wyrozumiały wobec siebie - na pewno przyjdzie moment słabości i to normalne, że możesz nie mieć ochoty, żeby cokolwiek robić. Płacz, gorsze chwile, wspomnienia - to normalne i na pewno tak będzie. 4. Znajdź osobę lub osoby, którym możesz się wygadać w 100%, często takie osoby na trzeźwo będą potrafić ocenić sytuację z boku i przez sam będziesz mógł wyciągnąć wnioski, których wcześniej nie widziałeś bądź nie chciałeś widzieć. 5. Jeśli potrzebujesz porady psychoterapeuty to śmiało tam idź - przyspieszy to jeszcze okres "dochodzenia do siebie". 6. Podsumuj sobie związek, co w nim było fajnego, co chujowego, co zawdzięczasz tej osobie i w jakich sytuacjach "ciągneła Cię w dół". Później już do tego nie wracaj, skrupulatne podsumowanie i lecisz z życiem dalej. 7. Nie idź w alko - do depresant, więc na początku będzie fajnie, ale jak obudzisz się rano na kacu to tylko pogorszy sytuację i będziesz o tym myślał dwa razy więcej. 8. No i co mogę jeszcze powiedzieć - klin to też dobra opcja ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jednak nie pchałbym się w żadną nową relację dopóki nie zmienisz też w sobie negatywnych / toksycznych rzeczy. Ja teraz bez spiny spotykam się z kobietami, seksy też wchodzą, ale nie czuję, żebym jeszcze był gotowy na związek. Pokorzystać z życia singla tez jest spoko ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak potrzebujesz się wygadać to wal na priv, bo bardzo dobrze Ciebie rozumiem. Był z Tobą. Patrzył z miłością, przybiegał kiedy płakałeś, towarzyszył Ci na każdym kroku, rozumiał, dodawał odwagi i sprawiał, że się śmiałeś. Pewnego dnia zniknął. Na zawsze. I nic nie będzie już takie samo… Śmierć psa boli! Znasz ten scenariusz? Wiesz już jak to jest kiedy traci się psiego członka rodziny. A może to rozstanie jeszcze przed Tobą? Ja już to przeżyłam. Płakałam. Byłam zrozpaczona. Kiedy budziłam się rano czekałam, z nadzieją, że moje suczydło przybiegnie z rozmachanym ogonem i położy swój wierny, czarny nos na moim prześcieradle nieśmiało zaglądając mi w oczy i usiłując odgadnąć jakie miałam sny. Kiedy zniknęła śniłam tylko koszmary. Śmierć psa bardzo boli… „Jest twoim przyjacielem, partnerem, obrońcą – twoim Psem. Jesteś jego życiem, miłością, przewodnikiem. Będzie twój – wierny i oddany do ostatniego uderzenia serca. Winien mu jesteś zasłużyć na to oddanie.” M. Siegal I nie mówi mi, że zdechł! Świat tymczasem patrzy na nas z zaskoczeniem. Żałoba, po psie? Łzy? Smutek? – Nie masz większych zmartwień, dopytuje jeden czy drugi?! Bo część ludzi nie rozumie, jak wielkim ciosem jest rozstanie z ukochana psią duszą. Tylko czemu, to zwykle my się wstydzimy naszej żałoby? Dlaczego? Przecież mamy prawo. Mamy prawo płakać, mamy prawo tęsknić, rozpaczać i przeżywać! Dajmy sobie na to pozwolenie. Nie kryjmy się ze łzami i smutkiem. Możemy czuć się zdruzgotani, przybici i bezsilni! Przecież rozstaliśmy się na zawsze z kimś bliskim… Na psich grupach często czytam pożegnania. Tam ludzie rozumieją. Mają podobną wrażliwość i doświadczenia. Nikt nie kręci nosem, nikt nie patrzy jak na wariata. Śmierć psa i smutek z nią związany jest czymś normalnym. Ludzie, którzy utracili czworonoga wspominają go, piszą swoiste epitafia. Mnie to wzrusza. Zasmuca. Wyciska łzy. Bo rozstanie z wiernym towarzyszem to taki mały koniec świata. Dobrze to rozumiem… to ja Ci wytłumaczę! Człowieku, który nie rozumiesz – nie oceniaj! Wstrzymaj się od wydawania sądów i pukania się w czoło. To, że coś jest dla Ciebie niezrozumiałe, nie oznacza że jest złe! To, że ktoś kocha psa, kota, konia czy królika (bo przecież przywiązujemy się także do innych stworzeń) -nie oznacza, że jest idiotą. Ma serce. Wrażliwą duszę. Czuje silniej… „Nie ma na świecie przyjaźni, która trwa wiecznie. Jedynym wyjątkiem jest ta, którą obdarza nas pies.” Konrad Lorenz Kiedy gaśnie psie życie Coś się kończy. Raz na zawsze, a my musimy to przeżyć, stawić temu czoło! Gdzie się podziewają nasi psi przyjaciele kiedy odchodzą od nas? Jedni wierzą, że biegają na słonecznych polanach, wygrzewają swoja ciałka, kąpią się w jeziorze, beztrosko biegają, z psimi kumplami, po górach, lasach i bezdrożach – tuż za rogiem nieba, za tęczowym mostem. Inni twierdzą, że psy nigdy od nas nie odchodzą, bo nawet kiedy ich nie ma nadal są – pod postacią aniołów, które nas strzegą! Ja wierzę, że zamieszkują na dnie naszego serca i kiełkują tam jak piękne, przepełnione miłością kwiaty. A może to wszystko, to jedno i to samo? Bo psy zmieniają nasze życie na dobre... Zmieniają nas! I żyją w naszych wspomnieniach. Na zawsze. „Na początku Bóg stworzył człowieka, ale widząc go tak słabym, dał mu psa” Alfons Toussenel A co z nami? Złamanego serca nie da się posklejać w okamgnieniu. Po śmierci psa potrzebujemy czasu. Przeżywamy żałobę po utracie psiego towarzysza na swój sposób. Jedni długo nie mogą dojść do siebie, nie dopuszczają myśli o kolejnym czworonogu, ale po jakimś czasie zakochują się….. Inni szybko zaczynają szukać kolejnego stworzenia, które choć trochę ukoi ich ból i tęsknotę. Są też i tacy, którzy poprzysięgają sobie, że już nigdy więcej, bo boli zbyt silnie… Każdy z nas ma prawo czuć, po swojemu! Według Księgi Rekordów Guinnessa najdłużej żyjącym psem był australijski pies pasterski Bluey, który doczekał 29 lat i 160 dni. My – czyli… psiarze zatraceni Osobom zainfekowanym genem psiarza – zwykle trudno jednak dłużej wytrzymać bez psa. Bo pies to styl życia. Jak to mówią niektórzy PIES to stan umysłu:). Przemawiamy do naszych milusińskich, tulimy, latamy po weterynarzach i walczymy o każdy oddech. Zabieramy do psiego przedszkola, uczymy, czeszemy, ubieramy w peleryny. Zabieramy na wakacje, pozwalamy spać na łóżku, dogadzamy na wszelkie sposoby i… patrzymy podejrzliwie na ludzi, którym nasze psy nie ufają. Kudły na kanapie, w zupie, pod prysznicem. Ubrania przybrane igliwiem naszego stworzenia. Piasek i błoto na podłodze i zapach mokrej sierści w deszczowe dni. Nie przeszkadza nam to jednak. Mówimy znajomym, że pies to członek naszej rodziny, więc akceptując nas muszą także zaakceptować jego. Co zrobić… Bo pies to istota, która patrzy na nas z uwielbieniem, zachwytem, wdzięcznością i pełnym zaufaniem. Pójdzie za nami w ogień. Kiedy nam smutno, wesoło, nie w smak -zawsze jest obok. To kudłate serce jest niczym turbodoładowanie emocjonalne, dodatkowy napęd na cztery łapy i rozmachany ogon. Tracąc psa, tracimy PRZYJACIELA! Tracimy kogoś bliskiego… Kogoś, kto na zawsze, nieodwracalnie zmienia nasz świat! Na lepsze… Czy Twój PIES jest SZCZĘŚLIWY? Jaki pies pasuje do Ciebie? Czyli JAK WYBRAĆ PSA dla siebie! Photo by Overture Creations on Unsplash Spodobał Ci się tekst? Zostaw komentarz. Zdarza Ci się często podróżować samolotem, samochodem, pociągiem lub autokarem? Wykorzystaj ten czas na relaks i utnij sobie przyjemną drzemkę. Spokojny sen w podróży jest możliwy. Spanie w podróży Przedstawiamy tipy jak wyspać się w podróży: Spanie w samolocie Lot samolotem zazwyczaj trwa od kilku do nawet kilkunastu godzin – warto ten czas wykorzystać na regenerującą drzemkę. Najwygodniejszym i najspokojniejszym miejscem są fotele przy oknie i w pobliżu skrzydeł samolotu. Więcej miejsca na nogi znajdziesz w rzędzie awaryjnym, a na środku samolotu najmniej odczujesz turbulencje. Wybierając miejsce przy oknie, przede wszystkim będziesz mógł się o nie oprzeć, ale również nikt nie będzie Ci przeszkadzał żeby np. przejść do toalety. A Stewardessy przechadzające się wtem i z powrotem po pokładzie nie zaburzą Ci drzemki i nie szturchną w łokieć wózkiem. Staraj się również wybierać miejsca z dala od toalety. Spokojny lot utrudniać Ci będą tłumy ludzi urządzające sobie wycieczki, a także nieprzyjemny zapach z niej się wydobywający. Podróżujesz między kontynentami i znacząco zmieniasz strefę czasową? Czy wiesz jak radzić sobie z jet lagiem? Podczas takiej wyprawy nasz organizm może reagować w nietypowy sposób. Pojawia się między innymi bezsenność i zmęczenie, a także rozregulowanie przemiany materii. A najgorsze jeszcze przed nami…. Nasz wewnętrzny zegar biologiczny zostanie przestawiony do góry nogami. Aby zmniejszyć skutki jet laga warto przygotować się do zmiany czasu i kłaść się spać godzinę później, bądź wcześniej już na kilka dni przed wyjazdem. Pamiętaj aby w samolocie, który leci na zachód spróbować jednak nie zasnąć. Po przylocie nie poddawaj się ogarniającemu Cię uczuciu zmęczenia i połóż się spać dopiero wtedy kiedy przyjdzie pora nocna. Kiedy lecisz na wschód sytuacja wygląda zupełnie odwrotnie. Zapewne nie odczuwasz zmęczenia, jednak spróbuj zasnąć, a po przylocie dopasować się nowego rytmu dobowego. Wybierając się w podróż ubierz się wygodnie- nie strój się. Wybierz ubrania z naturalnych i przewiewnych materiałów jak: bawełna, len, jedwab, wełna. Koniecznie załóż płaskie buty. W samolocie przydadzą ci się skarpetki, nawet latem! Ze względu na zawsze włączoną klimatyzację może być Ci zimno w stopy. Wspomagacze drzemki źródło zdjęcia: http: Szczególnie jeśli wybierasz się w długą podróż weź ze sobą kilka umilaczy oraz gadżetów, które pomogą Ci zasnąć. Upewnij się, że masz w telefonie przyjemną, wyciszająca oraz relaksującą playlistę oraz spakowane słuchawki. Pamiętaj również o zatyczkach do uszu oraz opasce na oczy. Tylko w niektórych liniach lotniczych rozdają koce oraz poduszki, dlatego warto mieć ze sobą duży szalik, którym w razie czego można się okryć lub włożyć pod głowę, aby stanowił miękkie podparcie. Bardzo przydatna jest poduszka w kształcie rogala, utrzymuje nasz kark i głowę w mniej więcej tej samej pozycji. Można ją kupić w wersji dmuchanej (zajmuje mało miejsca) lub wypełnionej odkształcającą się pianką. Poproś stewardessę o kubek mleka – on również pomoże Ci wpaść ramiona Morfeusza. Niektórych usypiają filmy – skorzystaj z samolotowego odtwarzacza i obejrzyj coś nudnego albo wyjątkowo długiego. Podczas lotu samolotem działa siła odśrodkowa, która wzmaga uczucie senności, dlatego wiele osób praktycznie nie musi się wysilać aby zasnąć, bo automatycznie sami zasypiają, kiedy tylko samolot wzbije się na wysokość przelotową. Spanie w samochodzie Samochód osobowy jest stosunkowy wygodny do ucięcia sobie drzemki. Dla osób, które cierpią na chorobę lokomocyjną sen może być jedyną szansą na spokojne odbycie podróży. Warto wtedy zaopatrzyć się w aviomarin oraz poduszkę rogala – aby głowa nie lata nam na boki, co mogłoby spowodować nawet uszkodzenie kręgów. Dodatkiem może być przyjemna muzyka i już słodko śpimy! źródło zdjęcia: Spanie w autobusie Aby ułatwić sobie drzemkę wybierzmy miejsce obok okna, będziemy mogli o nie oprzeć głowę jeśli znudzi nam się opierania jej o zagłówek. Dodatkowo zmieniający się krajobraz za oknem może wpłynąć na nas usypiająco. Zaletą tego miejsca jest też fakt, że nikt nie będzie nas rozpraszał przechodząc przejściem między siedzeniami. Starajmy się szukać miejsca na środku pojazdu – tam mniej trzęsie. Jeśli nadal nie możemy zasnąć sięgnijmy po ziołowe leki nasenne. Spanie w pociągu Kiedy wybieramy się w samotną podróż lepiej jest nie zasypiać, ze względu na ryzyko kradzieży. Jeśli jednak monotonna jazda pociągiem nas usypia, usiądźmy w wagonie, który znajduje się jak najbliżej konduktora oraz owińmy sobie torbę wokół ręki lub ciała, tak abyśmy poczuli kiedy ktoś się do niej dobiera. W każdej podróży warto pamiętać o piciu wody, gdyż często w środkach komunikacji powietrze jest suche i łatwo możemy się odwonić. Pamiętajcie – podróżnicze niezbędniki ułatwiające komfortowe spanie w podróży to: relaksująca playlista na telefonie, zatyczki do uszu, opaska na oczy, szalik, którym możemy się okryć kiedy zrobi się zimno, poduszka w kształcie rogala podtrzymująca głowę i zapobiegająca uszkodzeniu kręgów przy ruszaniu głową, tabletki aviomarin oraz butelka wody :) Król, by dobrze opiekował się swym ludem, musi być wyspany, bowiem niewyspany kaprysi i staje się szorstki w obejściu. Dlatego kilka miesięcy temu, król opuścił me łoże i urządził swą sypialnię w salonie. Ale skoro jest czas rozstań, to i nadchodzi moment powrotów. Rozstanie to była krótka piłka. Ot, po kilkunastu nocach przepełnionych kolkowymi wrzaskami (opisywaliśmy to tutaj), król wydał dekret, w który oznajmił jakoby cierpiał na chroniczne niewyspanie, które cieniem kładzie się na jego aktywności zawodowej i treningowej, a ponadto lata mu powieka i niewykluczone, że to właśnie skutek uboczny wielokrotnie przerywanej fazy rem. Wyprowadzka króla na kanapę odbyła się nad ranem, w skromnej oprawie, bez fleszy, kamer, wiwatujących poddanych i raczej takim powłóczystym krokiem. Potem nastał czas pomocy doraźnej. Król angażował się jak mógł, dostrzegał potrzebę, choć głównie tę bardziej wyraźną, wspierał, wyręczał i tak dalej. Kara boska musiałaby mnie dosięgnąć, gdybym narzekała, ale gdy tylko sytuacja zyskiwała status “w miarę opanowanej”, król udawał się na zasłużony spoczynek do swojej komnaty. Okres tarła mamy już za sobą, więc taki układ nawet mi pasował. Zyskałam dla siebie całe łóżko, wyposażone ostatnio w wypasiony materac. Komfort pierwsza klasa, a miejsca tyle, że da się spać z Wiktorią bez obaw o jej upadek. No dobra, raz mi spadła, ale szybko pozbierałam ją spod łóżka, omiotłam z pajęczyn matczyną ręką i utuliłam własną piersią, więc MOPR może zawrócić. Na samodzielnym spaniu zyskała również moja skóra. Mogłam wcierać w siebie bez opamiętania te wszystkie mazidła, których małżonek nie znosi, bo jak mówi “ręka mu się potem po mnie ślizga”. Takie osobne spanie mogłoby wnieść nawet pewien powiew świeżości w pożyciu. Wiecie, umawianie się randki w stylu „dziś u mnie czy u ciebie?”. Piszę “mogłoby”, bo to tylko teoria. W praktyce, od narodzin Wiktorii, nasz kontakt cielesny sprowadza się głównie do tego, że wyciągam mężowi klucze z kieszeni, jak wchodzimy do domu obładowani tymi wszystkimi tobołami, które każdy rodzic małego dziecka dźwiga. Kobieta jednak zmienną jest, więc pewnego dnia, bez wyraźnego powodu, zapragnęłam położyć kres tej łóżkowej separacji. Król najpierw chętnie przystał na powrót do alkowy, ale potem mu się jakoś nie składało. A to wypił wieczorem lampkę wina, więc nie będzie nam chuchał. A to chciał doczytać książkę i nie będzie nam świecił. A to chciał pobić kolejny biegowy rekord i musiał być wypoczęty etc. Trwało to dobry tydzień, aż w końcu sposobem, którego tu nie zdradzę, zwabiłam go z powrotem do sypialni. Szybko poczuł się jak u siebie… Pierwszej nocy straciłam na jego rzecz kołdrę, choć miał przecież swoją. Drugiej była batalia o otwarte okno. Trzeciej Wiktoria ułożyła się między nami w literkę H, ale mnie w udziale przypadły nogi, więc obudziłam się cała skopana. Czwartej nocy młoda stękała, a ślubny kręcił się i mamrotał przez sen (wsłuchiwałam się, nie padło żadne imię żeńskie). Byłam tak niewyspana, że piątej nocy ogłosiłam: umarł król, niech żyje królowa! Od dziś to ja śpię w salonie! Nie bądź żyła, podziel się tym wpisem ze znajomymi!

osobne spanie szybkie rozstanie